Poszłam tam z nadzieją na ponowne ujrzenie go.
Instynkt mnie nie zawiódł.
Był tam.
Palił papierosa i z kimś rozmawiał.
Nie zwróciłam uwagi na tę drugą osobę.
Tym razem byłam sama.
Nikt nie mówił mi za uchem co mam robić.
Więc siedziałam na ławce w parku na przeciwko i patrzyłam.
Obserwowałam.
Nie wiem jak długo to trwało zanim zorientowałam się, że zerka w moim kierunku.
Chciałam wstać i uciec.
Ale coś jakby mnie przygwoździło do ławki.
Wstrzymałam oddech gdy natrafiliśmy wzajemnie na swoje oczy.
Poczułam się dziwnie i nieswojo.
Mimo to nie odwróciłam wzroku.
Gdy jego uwagę zwróciła kobieta, która z nim rozmawiała uznałam, że czas na ucieczkę.
Zerwałam się i pobiegłam przed siebie.
Odwracając się zauważyłam, że wodzi po parku swoimi głębokimi oczami.
Szukał mnie?
Coś mną szarpnęło.
I nie było to to co zwykle.
Nie było to to co kiedyś.
Poczułam coś mokrego na policzkach.
Czy to łzy?
Ostatnio czułam je u pana w gabinecie, doktorze.
Czemu pana tu nie ma?
Niech mi pan powie co mam robić...
Boję się..
poniedziałek, 26 maja 2014
poniedziałek, 19 maja 2014
Dzień dziewiętnasty.
Nie mogłam dłużej błądzić po lesie.
Noce były zbyt chłodne.
Poszłam w kierunku jakiejś niewielkiej osady.
Pokręciłam się w pobliżu jakiegoś baru.
Obserwowałam każdego uważnie.
Jedna osoba szczególnie zapadła mi w pamięć, doktorze.
Był mężczyzną.
Nie był wysoki, ale też nie był niski.
Miał czarne włosy.
I duże oczy.
Nie mogłam oderwać od niego wzroku.
Pierwszy raz patrzyłam na kogoś w ten sposób.
W sposób, którego nie jestem w stanie opisać.
Za każdym razem gdy patrzę na ludzi...
Odpychają mnie.
Mam ochotę się ich wszystkich pozbyć.
Tym razem było inaczej.
Coś za uchem podpowiadało mi, że zabicie go będzie czymś cudownym.
Że powinnam go dopaść.
Że powinnam ich wszystkich nakarmić jego krwią.
Ale ja nie chciałam.
Sprzeciwiłam się.
Pierwszy raz od dawna się sprzeciwiłam.
Wiedziałam, że to przyniesie złe skutki.
Gdy tylko wróciłam do swojej kryjówki w starych magazynach - zaatakowały mnie.
Ich oczy świeciły bardziej niż zwykle.
Zęby i pazury zdawały się ostrzejsze.
Strasznie głośno krzyczały, panie doktorze.
Dawno im nie odmawiałam.
Miałam przez ten czas przerwę od ich ataków.
Ale jednak się to stało.
Ta duża postać zbliżyła się bardziej, niż zwykle.
Czy dobrze robię, doktorze, odmawiając im?
Noce były zbyt chłodne.
Poszłam w kierunku jakiejś niewielkiej osady.
Pokręciłam się w pobliżu jakiegoś baru.
Obserwowałam każdego uważnie.
Jedna osoba szczególnie zapadła mi w pamięć, doktorze.
Był mężczyzną.
Nie był wysoki, ale też nie był niski.
Miał czarne włosy.
I duże oczy.
Nie mogłam oderwać od niego wzroku.
Pierwszy raz patrzyłam na kogoś w ten sposób.
W sposób, którego nie jestem w stanie opisać.
Za każdym razem gdy patrzę na ludzi...
Odpychają mnie.
Mam ochotę się ich wszystkich pozbyć.
Tym razem było inaczej.
Coś za uchem podpowiadało mi, że zabicie go będzie czymś cudownym.
Że powinnam go dopaść.
Że powinnam ich wszystkich nakarmić jego krwią.
Ale ja nie chciałam.
Sprzeciwiłam się.
Pierwszy raz od dawna się sprzeciwiłam.
Wiedziałam, że to przyniesie złe skutki.
Gdy tylko wróciłam do swojej kryjówki w starych magazynach - zaatakowały mnie.
Ich oczy świeciły bardziej niż zwykle.
Zęby i pazury zdawały się ostrzejsze.
Strasznie głośno krzyczały, panie doktorze.
Dawno im nie odmawiałam.
Miałam przez ten czas przerwę od ich ataków.
Ale jednak się to stało.
Ta duża postać zbliżyła się bardziej, niż zwykle.
Czy dobrze robię, doktorze, odmawiając im?
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)