Nie mogłam dłużej błądzić po lesie.
Noce były zbyt chłodne.
Poszłam w kierunku jakiejś niewielkiej osady.
Pokręciłam się w pobliżu jakiegoś baru.
Obserwowałam każdego uważnie.
Jedna osoba szczególnie zapadła mi w pamięć, doktorze.
Był mężczyzną.
Nie był wysoki, ale też nie był niski.
Miał czarne włosy.
I duże oczy.
Nie mogłam oderwać od niego wzroku.
Pierwszy raz patrzyłam na kogoś w ten sposób.
W sposób, którego nie jestem w stanie opisać.
Za każdym razem gdy patrzę na ludzi...
Odpychają mnie.
Mam ochotę się ich wszystkich pozbyć.
Tym razem było inaczej.
Coś za uchem podpowiadało mi, że zabicie go będzie czymś cudownym.
Że powinnam go dopaść.
Że powinnam ich wszystkich nakarmić jego krwią.
Ale ja nie chciałam.
Sprzeciwiłam się.
Pierwszy raz od dawna się sprzeciwiłam.
Wiedziałam, że to przyniesie złe skutki.
Gdy tylko wróciłam do swojej kryjówki w starych magazynach - zaatakowały mnie.
Ich oczy świeciły bardziej niż zwykle.
Zęby i pazury zdawały się ostrzejsze.
Strasznie głośno krzyczały, panie doktorze.
Dawno im nie odmawiałam.
Miałam przez ten czas przerwę od ich ataków.
Ale jednak się to stało.
Ta duża postać zbliżyła się bardziej, niż zwykle.
Czy dobrze robię, doktorze, odmawiając im?
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz