środa, 29 stycznia 2014

Dzień jedenasty.

Przepraszam, że zniknęłam, panie doktorze.
Nawet nie wiem dlaczego to się stało.
Po prostu tam wróciłam.
Zapach zgnilizny i rozkładających się ciał kłębił się wszędzie.
Ale ja szłam. Nie zwracałam na to uwagi.
Szłam prosto ciągnąc za włosy tą małą dziewczynkę.
Już nie krzyczała. Poddała się.
Szarpnął mną dziwny skurcz.
Spojrzałam na nią. Miała oczy pełne łez.
Resztkami sił jeszcze błagała o życie.
Znowu mną szarpnęło.
Znowu urwał mi się film.
Coś strumieniem lało się na podłogę.
Odwróciłam się.
Mała blondynka wisiała powieszona za ręce.
Z jej rozciętego brzucha ciekła krew.
Jej stopy leżały na drugim końcu pokoju.
A obok nich - jej oczy.
Jej śliczne, zielone oczy.
Spojrzałam na nią po raz ostatni.
Wyszłam rzucając w nią z impetem nóż.
Wbił się w szyję.
Chce mnie pan tu zamknąć?
Dlaczego?
Przecież ja nic nie zrobiłam.
Ja nic nie zrobiłam!
Proszę mnie wypuścić!
Nie dotykajcie mnie, zostawcie mnie!
Nie!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz