niedziela, 27 października 2013

Dzień trzeci.

Znowu tam poszłam, panie doktorze.
To niemal przyzwyczajenie. Czynność codzienna.
W nozdrza uderzył mnie odpychający odór zwłok.
Mimo tego wkroczyłam tam.
Ktoś jeszcze się ruszał.
Mały chłopiec.
Mały, bezbronny chłopiec.
Podeszłam do niego.
Ukucnęłam. Powiedziałam, żeby się nie bał.
Był bardzo przerażony. Obok leżała jego martwa siostrzyczka.
Miała wydłubane oczy i zaszyte usta.
Przytuliłam go.
Powtarzałam, że wszystko będzie dobrze.
I wtedy usłyszałam głos.
Niczym robot, automatycznie i dyskretnie sięgnęłam po nóż, który leżał za chłopcem.
Spojrzał na mnie zapłakanymi oczkami.
Przestał płakać kiedy zobaczył mój martwy, nieobecny i pusty wzrok.
Nie pamiętam co wtedy czułam.
Wiedziałam tylko co muszę zrobić.
Przytulając go po raz ostatni wbiłam mu nóż w brzuch.
Kilka razy.
W końcu przestał walczyć.
Osunął się bezwładnie i runął na ziemię.
Ułożyłam go obok siostrzyczki.
To rodzeństwo już na zawsze będzie razem.
Wszystko w porządku, panie doktorze?
Bardzo pan zbladł.
Proszę się nie obawiać.
Wszystko będzie dobrze.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz