piątek, 1 listopada 2013

Dzień czwarty.

Tym razem poszłam nad rzekę, panie doktorze.
Minęłam grupkę śmiejących się osobników.
Kątem oka starałam się określić ich liczbę.
Dość szybko udało mi się to ustalić.
Pięciu mężczyzn oraz cztery kobiety.
Już wtedy wiedziałam co się stanie.
Czułam mrowienie pod skórą.
Nienaturalny dreszcz szarpnął moim ciałem.
Nagle dziwnym trafem znalazłam się bliżej rzeki.
Stałam w niej. Byłam zanurzona niemal do kolan.
Spojrzałam się w swoje odbicie w tafli wody.
Na twarzy miałam krew.
Z oczu znikały resztki czerwoności.
Podniosłam wzrok. Wie pan co zobaczyłam?
Nagie, poszarpane ciała tamtych ludzi.
Nie miały głów.
Leżały tuż za mną na brzegu.
Spojrzałam w ich oczy.
Były otwarte.
I przerażone.
Umyłam ręce, wyszłam z wody i zdjęłam swoją białą zakrwawioną sukienkę.
Przebrałam się w ubrania jednej z tych kobiet.
Nie odwracając się więcej szybkim tempem poszłam z tamtego miejsca.
Po jakimś czasie usłyszałam przeraźliwe krzyki spacerujących tam osób.
Czemu się pan tak na mnie patrzy, panie doktorze?
Przecież nie zrobiłam nic złego.
To nie mogłam być ja.
To niemożliwe.
To nie jest możliwe..


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz