poniedziałek, 11 listopada 2013

Dzień szósty.

Widziałam go.
Obudziłam się w środku nocy.
Stał nad moim łóżkiem i patrzył na mnie pustymi oczodołami.
Jego dolna szczęka kołysała się na boki, ciekła z niej krew.
Powiedział, że jest głodny.
Mała dziewczynka, siedząca w kącie, w białej, zakrwawionej sukience powiedziała mi, że żywi się ciałem, krwią, strachem i bólem.
Po suficie i ścianach na czworaka chodziły małe dzieci.
Słyszę je. Słyszę jak się śmieją.
Ich dolne szczęki też kołysały się z każdym ruchem.
On, nadal stojący nad moim łóżkiem, wskazał nagle na mnie palcem.
Wszystkie dzieci nagle spojrzały się na mnie z żądzą krwi.
Zeskoczyły na mnie z sufitu, gryzły, drapały, sprawiały ból.
Krzyczały. Głośno krzyczały, że do nich dołączę.
Jestem cała podrapana.
Krew leje się z każdego zakątka mojego ciała.
Czuję się coraz słabiej, panie doktorze.
Jestem coraz słabsza.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz