sobota, 2 listopada 2013

Dzień piąty.

Białe łóżko.
Białe, szpitalne łóżko pośród drzew.
Przypięte ręce i nogi. Pełno krwi.
Spojrzałam się w bok.
Stała tam.
Patrzyła na mnie swoim szkarłatnym wzrokiem.
Chciałam uciekać, krzyczeć, panie doktorze.
To było straszne.
Wie pan jak to jest nie móc się ruszyć?
Wie pan jak to jest nie móc wydobyć z siebie żadnego dźwięku?
Nagle przestałam walczyć.
Poddałam się.
Z przerażeniem spojrzałam na mroczną strzygę.
Poczułam coś na policzku.
Łza?
I wtedy się odezwała.
Głosem, jakby przemawiały przez nią wszystkie demony.
- "Wkrótce będziesz moja, nikt Cię nie skrzywdzi".
Czuję coś dziwnego, panie doktorze.
Nie jestem pewna jak to mam określić.
Ludzie chyba nazywają to... Lękiem? Strachem?
Niech mi pan pomoże.
Tak bardzo proszę o pomoc...



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz