piątek, 29 listopada 2013

Dzień ósmy.

Jej żółte ślepia ciągle się we mnie wpatrują, doktorze.
Proszę spojrzeć.
Staje o tu. W tym kącie, każdej nocy.
Milczy, ponieważ ma zszyte usta.
Chciałam rozciąć jej te szwy, ale wtedy wzięła ode mnie nóż i zaczęła mnie kaleczyć.
Krew była wszędzie.
Wtedy zauważyłam, że obok mnie stoi jakaś dziewczynka.
Była mokra, jakby przed chwilą wyszła z wody.
Z tym, że sukienkę też miała mokrą.
Spojrzałam na jej małe, nagie stopy.
Były w nie wbite gwoździe.
Nie zdążyłam ich jednak policzyć.
Rzuciła się na mnie.
Była tak silna, że nie mogłam jej odepchnąć.
I wtedy wbiegł pan, panie doktorze.
Dziękuję za ratunek.
Dziękuję.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz