piątek, 27 grudnia 2013

Dzień dziewiąty.

Panie doktorze, one wróciły.
Miały ciała raczkujących dzieci.
A głowy dorosłych ludzi.
Miały ogromne, przerażające żółte oczy.
Szczęki kołysały im się razem z każdym ruchem.
Zamiast zębów miały rzędy tysiąca kłów, podobnych do igieł.
Jeden siedział tuż za mną, za łóżkiem. Bawił się moimi włosami.
Drugi siedział na szafie i gryzł figurkę Matki Boskiej.
Trzeci leżał pod biurkiem i plątał kable od komputera.
A czwarty dreptał w kółko po suficie.
Wiedziałam, że jak się na nie bezpośrednio spojrzę to będzie źle.
Obserwowałam je do tej pory tylko kątem oka.
Ale coś mnie podkusiło, by podnieść głowę i spojrzeć na sufit.
Żółtooki stwór, sycząc i warcząc rzucił się prosto na mnie.
Reszta zrobiła to samo.
Drapały, gryzły i darły się.
Bardzo głośno.
Proszę zobaczyć, mam całe ręce i nogi podrapane.
Jest pan w stanie mnie uratować?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz