Przeszłam już niezły kawałek drogi.
A on ciągle za mną kroczy, panie doktorze.
Przewierca mnie swymi żółtymi ślepiami.
Któregoś dnia postanowiłam się mu przyjrzeć.
Ma bardzo długie ręce, a dłonie są zakończone ostrymi pazurami.
Sięgają mu do kolan.
Chodzi zgarbiony.
Z jego ust cienkie gęsta ślina.
Jednak nadal do mnie nie podszedł.
Jak gdyby coś go blokowało.
Bardzo go to irytuje.
Coraz więcej śliny toczy się z jego pyska.
A gdy spojrzę mu w oczy, wyciąga ku mnie swoje czarne, długie, pokrzywione palce.
I czasem szepcze.
I czasem krzyczy.
I czasem jęczy.
Patrzy się teraz jak zahipnotyzowany na moje nogi.
Z głębokich ran wycieka krew.
Może tego on pragnie?
Chyba tak.
On pragnie krwi.
Pragnie zemsty.
Pragnie bólu.
Pragnie ran.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz